Dwie twarze Motoru, czyli żużlowcy potrafią, a piłkarze nie…

Strona głównaWokół sportuDwie twarze Motoru, czyli żużlowcy potrafią, a piłkarze nie...

Gdy pod koniec września historia żużla w Lublinie napisała nową i pierwszą złotą kartę, piłkarski klub o tej samej nazwie mimo tego, że teoretycznie ma wszystko, jest bliżej spadku do III ligi niż awansu na zaplecze Ekstraklasy. Oto opowieść o dwóch twarzach sportowego Motoru Lublin. Pięknej żużlowej i pogrążonej w chaotycznych ruchach piłkarskiej.

Kibic sportu w Lublinie generalnie ma się bardzo dobrze. Z tego miasta wywodzą się tacy mistrzowie i dominatorzy w swojej konkurencji, jak Aleksandra Mirosław, a na pierwszy plan sportów drużynowych wysunął się zdecydowanie żużel. Mistrzostwo Polski Motoru jest tego ukoronowaniem. I na żużli najpierw się skupimy.

Od początku wiedzieli, jak to poukładać

Żużlowy Motor to teoretycznie bardzo nowy twór. W 2017 roku z inicjatywy działaczy Klubu Motorowego Cross reaktywowano sekcję w Lublinie. Zespół wziął udział w rozgrywkach 2. Ligi Żużlowej pod nazwą Speed Car Motor Lublin i w inauguracyjnym sezonie zajął drugie miejsce w fazie zasadniczej. Co prawda przegrał w dwumeczowym finale ze Startem Gniezno, jednak i tak wziął udział w barażach o 1. Ligę. Rezultat przeszedł oczekiwania wielu sympatyków “czarnego sportu”. Dwa zwycięstwa przypieczętowały awans do wyższej klasy rozgrywkowej.

Tam Motor pokazał się od świetnej strony, ponieważ po rundzie zasadniczej zajmował pierwszą lokatę i przystąpił do play-off o Ekstraligę. W dwóch meczach półfinałowych klub z Lublina pokonał Lokomotiv Daugavpils i był coraz wyżej najwyższej klasy rozgrywkowej. W finale jednak zaczęły się kłopoty, ponieważ Motor przegrał w Rybniku z ROW-em 38:52. Wizja awansu mocno się oddaliła, lecz u siebie żużlowcy pokazali klasę, wygrali 57:37, a tym samym odrobili straty i wywalczyli upragniony awans.

Pierwsze miesiące w Ekstralidze nie były już takie łatwe. Przeskok z 1. Ligi do najwyżej klasy rozgrywkowej był spory, więc działacze potrzebowali czasu, by rozsądnie zagospodarować pieniądze i przyzwyczaić się do standardów, panujących w Ekstralidze. W sezonie 2019 oraz 2020, kolokwialnie mówiąc, to Motor nie był prymusem. Dwukrotnie zaangażowany był bardziej w walkę o utrzymanie niż o najwyższe cele i dwukrotnie też zajmował szóste miejsce. Przełomem był sezon 2021, w którym to klub z Lublina włączył się do walki o medale. W rundzie zasadniczej zajął drugie miejsce, tracąc sześć punktów do Betard Sparty Wrocław. W finale play-off spotkały się właśnie te dwie drużyny i choć emocji nie brakowało, to złoto powędrowało do stolicy województwa dolnośląskiego. Lublinianie wysłali jednak mocny sygnał, że w kolejnym roku ich celem będzie najwyższy stopień podium.

Pierwsze Drużynowe Mistrzostwo Polski

Sezon 2022 w żużlowej Ekstralidze mocno różnił się od poprzednich. Pozwolenia na start nie otrzymali żużlowcy z Rosji i Białorusi (mocno ucierpiał na tym choćby klub z Wrocławia, który do samego końca starał się znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie), a organizatorzy zmienili regulamin części finałowej, do której awansować miało sześć drużyn, a nie cztery. Lublinianie prezentowali się od bardzo dobrej strony już od początku rozgrywek. Nic nie zmieniło się w trakcie sezonu, dlatego rundę zasadniczą zakończyli na pozycji lidera z przewagą siedmiu punktów nad Włókniarzem Częstochowa.

Motor pewnie spisywał się też w ćwierćfinałach i półfinałach, do czego zdążył już nas przyzwyczaić w sezonie 2022. Kłopoty zaczęły się tak naprawdę dopiero w finale. W tym roku zespołowi z Lublina o złoty krążek przyszło walczyć z Moje Bermudy Stalą Gorzów. Pierwszy mecz odbył się na terenie przeciwnika i trzeba przyznać, że żużlowcy z Lublina robili, co mogli, lecz nie było tego dnia mocnych na kapitana Stali, czyli Bartosza Zmarzlika. Złoto oddaliło się w podobnym stopniu, jak awans do Ekstraligi w sezonie 2018. Przez chwilę nad Lublinem zawisły czarne chmury, lecz w rewanżu gospodarze pokazali klasę, odrobili straty i zostali Drużynowymi Mistrzami Polski po raz pierwszy w swojej krótkiej historii. Ktoś zapyta, jaki budżet był na to potrzebny? Miasto wsparło klub na początku roku kwotą ok. 4 mln zł. Całościowy budżet oscyluje w granicach 18-20 mln zł. W 2023 roku Motor ma być… jeszcze bogatszy!

Dwie twarze Motoru, czyli żużlowcy potrafią, a piłkarze nie...
Foto Wojciech Szubartowski/Press Focus

Szaleją na rynku transferowym

Interia.pl informowała, że w nowym sezonie budżet klubu może wynosić 22-24 mln zł, co byłoby rekordem ligi! O potencjalnych transferach Motoru Lublin głośno zaczęło robić się już w lipcu bieżącego roku. Do klubu przymierzane były głośne nazwiska, lecz nie było pewne, czy coś faktycznie jest na rzeczy. Najlepszym ruchem, na jaki można było się zdecydować, było pozyskanie Bartosza Zmarzlika, który po wielu latach postanowił opuścić Gorzów Wielkopolski. Trzykrotny Indywidualny Mistrz Świata to ogromna wartość dodana dla lubelskiego klubu. Nie trzeba za wiele mówić o tym, że ściągnięcie takiego zawodnika, jakim jest Zmarzlik wiązało się z posiadaniem sporego budżetu transferowego. Nieoficjalnie mówiło się, że Stal płaciła swojemu kapitanowi około 4 milionów złotych za sezon. W kuluarach można usłyszeć głosy, że w Motorze 27-latek może liczyć na znacznie większe wynagrodzenie sięgające nawet 6-8 mln zł.

A to nie koniec, jeśli mowa o transferach lubelskiego klubu. Na dniach świat obiegła informacja o umowie Motoru z 16-letnim Bartoszem Bańborem. To bardzo utalentowany zawodnik, dlatego nie dziwi nas, że prezesi Drużynowego Mistrza Polski zainteresowali się jego usługami. Zwłaszcza że potrzebowali zastępstwa za Wiktora Lamparta, który w przyszłym roku zostanie seniorem i bardzo możliwe, że zmieni barwy klubowe. Młodzieżowiec ma zostać w Lublinie do końca wieku juniora, więc jego transfer może okazać się świetną inwestycją prezesa Jakuba Kępy. Jak widać, w żużlowym Motorze rozsądek idzie w parze z biznesem, a ruchy transferowe są starannie przemyślane. Jeśli nic nie zmieni się w tym aspekcie, może okazać się, że czeka nas kilka lat panowania lubelskiego klubu na szczycie tabeli żużlowej Ekstraligi

Wyboista droga i bolesny upadek

Zanim o teraźniejszości, to trochę o piłkarskiej przeszłości Motoru, czyli historii tego klubu. Jak sama nazwa wskazuje ma on powiązania z motoryzacją. Powstał w roku 1950 przy Fabryce Samochodów Ciężarowych w Lublinie. Klub ma więc ponad 70 lat istnienia, choć jako Motor występuje do 1957 roku. Ponad pół wieku temu Motor miał aż… 16 sekcji sportowych, w tym żużlową. W 1965 roku pierwszy raz awansował do II ligi. W 74. roku Motor był bliski pierwszego awansu do piłkarskiej elity. Dopiero w sezonie 1980/81 roku po raz pierwszy w historii lublinianie zagrali w Ekstraklasie. „Złote czasy” trwały aż do sezonu 1991/92, gdy Motor zajął 15. miejsce i spadł z ligi. Wtedy rozpoczął się czarny okres klubu. Kolejne spadki, zmiana nazwy w IV lidze na Lubelski Klub Piłkarski. Dopiero w 2002 roku Motor powrócił do III ligi. II liga zawitała do Lublina po jedenastu latach przerwy. Proces odbudowy szedł powoli, ale nabrać przyspieszenia i ostatecznych rozmiarów miał dopiero w ostatnich dwóch latach.

O takim stadionie żużlowcy na razie tylko marzą

Jeśli chodzi o infrastrukturę, to klub był gotowy na nowe wyzwania. Piłkarski, nowoczesny stadion dla Motoru istnieje do 2014 roku i kosztował 155 mln zł. Może pomieścić 15 tysięcy widzów. Nowy obiekt dla żużlowców ma dopiero powstać, są wizualizacje i będzie kosztował ponad 200 mln złotych. W 2020 większościowym udziałowcem Motoru został Zbigniewa Jakubas. Kto to taki? W skrócie lublinianin miliarder, plasujący się w pierwszej dwudziestce najbogatszych Polaków. Jego Grupa Kapitałowa Multico zajmuje się… wieloma biznesami, od budownictwa, przez krawiectwo i kolejnictwo, po turystykę i armaturę. Gdy Jakubas przejmował Motor, prezydent Lublina szybko nakreślił wizję do futbolowego klubu.

Chcemy mieć najwyższą klasę rozgrywkową, tak, jak w przypadku innych dyscyplin. Oczywiście, kiedy będziemy do tego gotowi, a w tym celu trzeba mieć sponsora. Chcemy powierzyć mu to, co najważniejsze, czyli racjonalizację piłki nożnej w Lublinie.

Krzysztof Żuk, prezydent Lublina

Rewolucja po rewolucji

Sygnałów i zmian, że z Motor czeka świetlana przyszłość było więcej, bo w klubie pojawił się m.in. Bogusław Leśnodorski (były współwłaściciel Legii) czy Michał Żewłakow. Leśnodorski miał nawet powiedzieć, że nie wyobraża sobie, aby do 2025 roku drugoligowy Motor nie grał w Ekstraklasie. Jakubas i Leśnodorski, prywatnie bardzo dobrzy kumple, mieli prowadzić klub ku elicie, ale po prawie trzech latach od zmian efektów… brak. Drużyna nadal jest tam, gdzie była, a Leśnodorskiego i Żewłakowa w klubie już nie ma.

Można odnieść wrażenie, że w Motorze zaczynają się miotać od ściany do ściany, bo przegrany tej wiosny awans do I ligi w finale z Ruchem Chorzów wywołał wietrzenie szatni i sztabu szkoleniowego. Kolejny wstrząs miał miejsce po początku tego sezonu w II lidze. Wszystko przez… jeszcze gorszą grę drużyny, która zamiast ponownie walczyć o awans na zaplecze Ekstraklasy, obecnie zajmuje miejsce oznaczające… spadek do III ligi! Po 14. Kolejkach Motor jest przedostatni i ma zaledwie dwa zwycięstwa na koncie. W klubie jest już nowy trener – Goncalo Feio, który przez 2,5 roku był asystentem Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa. Nowym dyrektorem sportowym klubu został inny były pracownik Rakowa, Paweł Tomczyk. Ze słów właściciela klubu Zbigniewa Jakubasa wynika, że wkrótce będzie on także prezesem Motoru.

Teoria a rzeczywistość. Czyli presja i „legendarne” bogactwo

W teorii Motor Lublin ma wszystko, czego potrzeba (stadion, bogaty właściciel, ciekawy trener i piłkarze oraz rzeszę kibiców). W obecnym sezonie budżet wynosi 7 mln zł i jest najwyższy w całej II lidze. Dlaczego więc jest tak źle? Jedną z odpowiedzi jest to, że oczekiwania i presja są w Lublinie tak ogromne, iż przeszkadzają a nie pomagają.

Czy motorowe środowisko jest ciężkie? Panuje tu specyficzny klimat. Kibice są wymagający. To jest z jednej strony fajne, bo gra się po to, żeby wygrywać i robić awanse, ale z drugiej strony jest jakaś granica, która regularnie jest przekraczana, dochodzi do takiej przesady. Bo zarzucenie zawodnikom jakichś dziwnych pobudek, że nie chcą awansować, że odpuszczają mecze, że wolą rozgrywać baraże na wyjazdach wpisuje się w kategorie jakiejś abstrakcji

Michał Fidziukiewicz, były już napastnik Motoru dla weszlo.com
Dwie twarze Motoru, czyli żużlowcy potrafią, a piłkarze nie...
Foto Krzysztof Porębski/Press Focus

Drugi, dość ciekawy wątek poruszył nowy trener Goncalo Feio. Po zremisowanym meczu z Radunią Stężyca, udzielił obszernej odpowiedzi na pytanie, czemu najbogatszy klub II ligi ma takie problemy w rozgrywkach. – Nie wiem, czy jeżeli porównalibyśmy kontrakty i pensje i tak dalej z innymi klubami, to Motor na pewno byłby tym najbogatszym – zaczął szkoleniowiec na konferencji prasowej. – Klub sportowy musi mieć stabilizację, a Motor był pewnym projektem w poprzednim sezonie, który dostał się do barażów, ale nie awansował do pierwszej ligi. Latem rozpoczął się zupełnie nowy projekt. Nie wiem, co mieli na myśli ludzie, którzy byli przede mną. Nie mogę się wypowiadać za nich i nie chcę krytykować, bo może mieli pomysł, który po prostu nie wypalił. Od trzech tygodni pracujemy z prezesem Tomczykiem nad tym, żeby budować nowy Motor. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Motor potrzebuje rozbudowanych struktur klubowych. Pracowały tutaj cztery osoby, które spędzały w klubie czas od rana do nocy. To nie wystarczy. Żeby mieć mocną drużynę, trzeba mieć mocny klub. Pracy jest dużo więcej niż tylko z zespołem. To co mogę powiedzieć kibicom, to żeby uwierzyli w ten zespół.. Mamy mocne zaplecze kibicowskie, a Motor jest firmą, jak na tą ligę. To co się mówi o bogactwie tego klubu, to są legendy. Oczywiście jest człowiek za tym klubem, który jest gotowy go wspierać natomiast trzeba to robić. Chodzi mi o wsparcie drużyny w: sprzęcie do treningu, rzeczach do regeneracji, nawet jeżeli chodzi o pranie. Jakbyśmy nie mieli kierownika, który siedem dni w tygodniu pracuje 24 godziny na dobę, to byłby problem z praniem. To kibice powinni wiedzieć. Ja z pełną odpowiedzialnością odpowiadam za drużynę i część sportową i za to co dzieje się w Motorze od trzech tygodnia, a co działo się wcześniej jest poza mną. Nie wiem, czy kibice o tym wiedzieli, czy pan Jakubas o tym wiedział. To co my zastaliśmy w klubie to była spalona ziemia, jak to określił prezes. Minęły trzy tygodnie i wiele rzeczy udało się wywalczyć, ale droga przed nami nadal daleka – wyjaśnił Feio.

Te słowa Portugalczyka kreślą Motor jako kolosa jeśli nie na glinianych, to na chudziutkich, słabych nogach. Czyli nie jest tak pięknie, jak większość myśli. A to oznacza chyba jedno, zanim piłkarski klub dorówna żużlowemu, upłynie jeszcze sporo wody upłynie w Bystrzycy i jej dopływach…

Najnowsze

Powiązane

Polecamy

Aleksandra Mirosław: 2024? To będzie najlepszy lub najgorszy rok w życiu

Złoty medal z Mistrzostw Europejskich w Monachium to już historia. Aleksandra Mirosław, rekordzistka świata we wspinaczce na czas, naładowała baterie i rozpoczyna przygotowania do...

Reprezentanci strzelali w ligach zagranicznych. Za nami ostatnia kolejka przed mundialem

Za nami ostatnia kolejka rozgrywek ligowych przed przerwą związaną z mistrzostwami świata 2022 w Katarze. Bramki w zagranicznych klubach strzelali m.in.: Sebastian Szymański, Piotr...