Polacy w NBA. Różne historie, kilka wspólnych mianowników

Strona głównaKoszykówkaPolacy w NBA. Różne historie, kilka wspólnych mianowników

Cezary Trybański, Maciej Lampe i Marcin Gortat. Tylko ci reprezentanci Polski dostąpili zaszczytu gry w najlepszej lidze koszykówki na świecie. Oczywiście najdłużej i najlepiej w USA poradził sobie Gortat, ale dziś polska koszykówka żyje wyborem Jeremy’ego Sochana w drafcie przez San Antonio Spurs.

Polski kibic chce oglądać rodaka w najważniejszych imprezach oraz meczach. Stany Zjednoczone z powodów historyczno-politycznych długo były światem odległym i niedostępnym. Dla wielu marzeniem. Takim też była i jest gra w najlepszych rozgrywkach, czyli w NBA, NHL, czy NFL. Tylko nieliczni mieli taką możliwość i do dziś pozostają rozpoznawalni właśnie z tego powodu.

Grał przeciwko Jordanowi

Pierwszy Polak w NBA był trochę jak pierwszy człowiek na księżycu. Cezary Trybański, bo o nim mowa przeszedł do historii, której chyba niewielu się spodziewało. – Zacząłem dość późno przygodę z koszykówką, ale byłem uparty – mówi w wywiadach po latach. Był już nastolatkiem, gdy zaczął trenować. Polscy trenerzy mówili, że to za późno, że nie ma szans na poważną karierę. On jednak trafił do zespołu z Pruszkowa. Po wygaśnięciu kontraktu chciał spróbować sił za granicą. Poprosił jednego z amerykańskich agentów, aby pomógł mu znaleźć klub. Ten doradził, że latem musi trenować i być w formie. – W Polsce dostęp do siłowni i hal był wtedy słaby – opowiadał Trybański. Z tego powodu poleciał do Stanów Zjednoczonych do wspomnianego agenta. Tam przypadkowo zobaczył go i zainteresował się nim inny człowiek, który okazał się… skautem NBA.

Cezary tak dobrze wyglądał na treningach, że na treningu pokazowym pojawiło się 11 skautów klubów NBA. Wszyscy byli zadowoleni z tego co zobaczyli i zaprosili Polaka do swoich klubów. Ten odwiedzał kolejne kluby, trenował i grał 1 na 1 z zawodnikami tych drużyn. W końcu się udało. W 2002 roku podpisał kontrakt z Memphis Grizzlies, wart 4,8 mln dolarów. 15 listopada 2022 roku zagrał po raz pierwszy, rywalem była Minnesota Timberwolves. Zamiast gry dla maksymalnie 5 tysięcy widzów, Trybański grał przy 20-tysięcznej publiczności. Na parkietach miał okazję rywalizować z takimi gwiazdami jak Michael Jordan, Shaquille O’Neal, Kobe Bryant i innymi. – Jordan grał wtedy w Washington Wizards, dwukrotnie miałem okazję z nim zbić piątkę. W drugim meczu rzucił nam 45 punktów – opowiadał w jednym z programów na YouTube Polak. Łącznie Trybański w latach 2002-2004 rozegrał 22 mecze w barwach Memphis Grizzlies, Phoenix Suns, New York Knicks, przejściowo także w składach Chicago Bulls i Toronto Raptors. Łącznie uzbierał 15 punktów i 15 zbiórek. 

Za młody na NBA? 

Zdecydowanie lepsze liczby i statystyki miał drugi z naszych reprezentantów, który trafił do NBA. Większy talent, ale chyba nie do końca wykorzystany. To Maciej Lampe, który w 2003 roku został wybrany w drugiej rundzie draftu NBA z numerem 30. Przez zespół New York Knicks. 

Lampe był pierwszym łodzianinem, który zagrał w NBA. Drugim był Marcin Gortat. Obu łączy charakter. Ojciec koszykarza za pracą wyjechał do Szwecji, a Maciej też tam się przeprowadził w wieku 5 lat i nauczył języka. Jako koszykarz został swego czasu najmłodszym koszykarzem w historii Realu Madryt (17 lat). Bronił też barw Barcelony. Debiut w młodym wieku w Eurolidze sprawił, że Lampe zwrócił na siebie uwagę wielu koszykarskich skautów. Również w USA i NBA. W efekcie wybrano go w drafcie.

Miałem ogromny potencjał, ale tak naprawdę byłem dzieckiem, więc nie mogłem być gotowy. Skoro w domu nie układało się najlepiej, to do USA wyjechałem sam. Dopiero uczyłem się życia i wielkiej koszykówki. Trzeba też pamiętać o tym, że i wtedy, i teraz Knicks są najgorzej zorganizowanym klubem w NBA. To było jedno z najgorszych miejsc, w które mogłem trafić jako 18-latek – mówił Maciej Lampe w wywiadzie dla onet.pl. 

Młodemu koszykarzowi uderzyła woda sodowa do głowy. Lampe w latach 2003-2006 występował w klubach Phoenix Suns, New Orleans Hornets i Houston Rockets. Rozegrał w lidze łącznie 65 meczów, zdobywając 215 punktów i zaliczając 142 zbiórki.

Marka jakości o nazwie „Polish Hammer”

Być może Marcin Gortat musiał poprawić wizerunek polskiego koszykarza po pobycie w NBA Lampego, ale przede wszystkim zapracował na własne nazwisko i szacunek. Też pochodził z Łodzi, ale takiego talentu jak Lampe nie miał. Też zaczynał późno trenować koszykówkę, jak Trybański, ale siłą i uporem zaszedł dużo dalej.  

37 numer draftu 2005 roku. Wybrany przez Phoenix Suns (ten klub miał coś wspólnego z każdym reprezentantem naszego kraju w historii) i od razu oddany do Orlando Magic. Na Florydzie Gortat mógł sporo nauczyć się od utalentowanego Dwighta Howarda. Pierwszy mecz w NBA łodzianin rozegrał dopiero 1 marca 2008 roku. W grudniu tego roku zaś po raz pierwszy pojawił się w pierwszej piątce Orlando. W Magic notował średnie na poziomie ok. 12 minut, 3 punktów i 4 zbiórek. W 2009 roku zagrał w finałach NBA, ale Orlando nie sprostali Los Angeles Lakers. 

Rok później Gortat był częścią sporej wymiany zawodników. Polski koszykarz trafił do Suns, gdzie grał znacznie więcej i pobił swój rekord punktowy (25 pkt.) W najlepszym sezonie dla „Słońc” MG rzucał średnio 15.4 pkt i zaliczał równo 10 zbiórek. Duża w tym zasługa legendarnego rozgrywającego Steve Nash’a.

Jako „Czarodziej” czarował na parkiecie

W październiku 2013 roku Gortat znów został wymieniony i trafił do Washington Wizards. W pierwszym sezonie wystąpił w 81 meczach, tylko raz będąc rezerwowym. Zaliczył 37. podwójnych zdobyczy (tzw. double-double), a w klasyfikacji zbiórek i bloków był 9. w NBA! W play-off w meczu z Indianą Pacers Polak ustanowił nowy rekord punktowy, rzucając 31 oczek. Dobra postawa w stolicy zaowocowała nowym, lukratywnym kontraktem. 5-letnia umowa podpisana latem 2014 opiewała na 60 milionów dolarów. – Najlepszy dzień w życiu! – tak skwitował podpisanie tego kontraktu na Instagramie. 

W 2018 roku doszło jednak do kolejnej wymiany, na którą Polak sam naciskał z powodu nie najlepszej współpracy z liderem zespołu Johnem Wall’em. Reprezentant Polski trafił do Los Angeles Clippers, jednak tam grał przeciętnie i takie też notował statystyki w porównaniu do poprzednich klubów. 7 lutego 2019 roku klub zwolnił go z drużyny poprzez wykupienie kontraktu. Ostatni mecz Gortata odbył się 5 lutego przeciwko Charlotte Hornets. Przez kolejny rok „Polish Hammer” miał kilka ofert z innych klubów NBA, ale mocno wybrzydzał, czego z dzisiejszej perspektywy żałuje. Po roku bez klubu ogłosił zakończenie kariery i oddał się licznym biznesom. Prowadzi również koszykarskie „campy” dla dzieci w Polsce.

Polski Denis Rodman?

Posucha w NBA na szczęście nie trwała długo, bo w czerwcu San Antonio Spurs zdecydowali się z dziewiątym numerem w drafcie wybrać Jeremy’ego Sochana. Reprezentant Polski to niezwykle ciekawa postać. Syn Anety Sochan, polskiej koszykarki, urodził się w Stanach Zjednoczonych, dorastał w Wielkiej Brytanii, ale wybrał Polskę. Tylko rok spędził na uczelni Baylor, zgłaszając się do draftu NBA. Od początku miał dobre notowania, które tylko rosły. Jeremy Sochan to bowiem uniwersalny typ koszykarza, walczący, świetnie grający w obronie. Jego najsłabszym elementem jest rzut, ale to przedstawicieli klubów NBA w ogóle nie raziło. W wielu aspektach Sochan przypomina samego… Denisa „Robaka” Rodmana. I nie chodzi nam tylko o wymyślne kolory fryzur, ale i zadziorność na parkiecie. Wydaje się, że Spurs są idealnym dla niego klubem. Pierwszy rok w NBA będzie bardzo ważny i wszyscy trzymamy kciuki za Sochana!

Najnowsze

Powiązane

Polecamy

Najlepsi polscy piłkarze w historii mistrzostw świata

Reprezentacja Polski 8 razy w historii grała na mistrzostwach świata. Niektóre z tych imprez przeszły nad Wisłą do legendy, o innych kibice woleliby zapomnieć....

Polscy piłkarze w Premier League. Angielska moda na biało-czerwonych

Aż ośmiu polskich zawodników mamy aktualnie w Premier League. Nigdy nie mieliśmy tak licznej, polskiej kolonii w rozgrywkach angielskiej elity. Tamtejsze kluby przekonały się...