Religijny inżynier z nałogiem. Kim jest Fernando Santos?

Strona głównaPiłka nożnaReprezentacja PolskiReligijny inżynier z nałogiem. Kim jest Fernando Santos?

Zatrudnienie na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski Fernando Santosa obiło się szerokim echem. W świecie futbolu to doskonale znane nazwisko, które fachem trenera zajmuje się od 35 lat. Jakim człowiekiem jest 68-letni Portugalczyk? Co ciekawego wiąże się z jego życiem i osobą? Co powinien dziś wiedzieć każdy kibic reprezentacji? Przedstawiamy fakty z życia trenera Fernando Santosa!

Najstarszy selekcjoner reprezentacji Polski

Nie jest niczym dziwnym, że rolę szkoleniowca danej kadry powierza się komuś doświadczonemu, kto na futbolu zjadł już zęby. To praca zupełnie inna niż w klubie, a często potencjalni selekcjonerzy nie mogą już liczyć na równie ciekawe zatrudnienie klubowe. Jeśli zaś chodzi o reprezentację Polski, to żaden jej trener nie był starszy od Fernando Santosa!

W chwili oficjalnego ogłoszenia go selekcjonerem Portugalczyk miał 68 lat. Wyprzedził tym samym o 5 (rocznikowo o 4) lata Leo Beenhakkera, który w świadomości ludzi do teraz funkcjonuje jako piłkarski “dinozaur”. Młodszy od obu obcokrajowców był Franciszek Smuda (61), ale również Henryk Reyman w latach 50. (59) czy Ryszard Koncewicz kilkanaście lat później (57).

Najwięcej zarabiający selekcjoner reprezentacji Polski

Co zdecydowanie rzuca się w oczy, to słupki pokazujące, na jakie zarobki mogli liczyć poprzedni selekcjonerzy „biało-czerwonych”. Żaden z nich nie inkasował nigdy rocznie miliona euro, nawet rekordowy do tej pory Leo Beenhakker. Holender z uznanym nazwiskiem zarabiał ok. 900 tys. rocznie, a niemałą część tej kwoty opłacali sponsorzy reprezentacji.

Paulo Sousa mógł liczyć na 0,84 mln, Adam Nawałka na 0,6 mln, a Czesław Michniewicz na nieco ponad pół miliona euro rocznie. Santos z kolei będzie zarabiał aż 3 mln euro rocznie i – jak przyznał prezes PZPN-u Cezary Kulesza – całość tej kwoty pokrywać będzie Związek. jak widać, realia i możliwości polskiej federacji zmieniły się w ostatnich latach nie do poznania.

Jedyny trener, który coś wygrał

Nowy Portugalczyk wyróżnia się nie tylko pod względem wieku i pieniędzy, ale również zdobytych trofeów. Nie chodzi tutaj jednak o kanwę klubową, gdzie chociażby trzy mistrzostwa Hiszpanii z rzędu z Realem Madryt zdobył Beenhakker. Fernando Santos to jedyny w historii Polski selekcjoner, który wygrał coś z jakąś reprezentacją (wyłączając jako kryterium Igrzyska Olimpijskie, będące turniejem dodatkowym). 

Portugalczyk, prowadząc swoją drużynę narodową, zdobył rzecz jasna mistrzostwo Europy w 2016 roku, a trzy lata później dorzucił do tego zwycięstwo w debiutanckich rozgrywkach Ligi Narodów. Wszystko to są sprawy bardzo świeże, więc tym bardziej może imponować fakt, że tej renomy szkoleniowiec zjawił się nad Wisłą akurat w takim momencie.

Mecze Polski 2023, czyli liczą się tylko eliminacje EURO 2024!

Selekcjoner bardzo religijny

Jedną z cech osobowości, która charakteryzuje Santosa, jest jego głęboka wiara chrześcijańska. Wielokrotnie podkreślał, jak istotny jest dla niego Bóg. W jednym z pierwszych wywiadów, jakie udzielił po przybyciu do Polski, zapytany o Jana Pawła II natychmiast podkreślił, że bardzo ważne jest pamiętanie o przydomku „święty”. Sam zresztą doskonale zna tę postać, bo obok kościoła, do którego uczęszcza niedaleko swojego portugalskiego domu, stoi pomnik polskiego papieża.

Santos opowiadał niegdyś, jak istotnym dla niego miejscem jest Fatima, portugalska miejscowość znana z objawień maryjnych. – Nie jestem czcicielem Fatimy, jestem czcicielem Matki Bożej. Z tego powodu zakochałem się w tym miejscu, w Cova da Iria (czyli dzielnicy, gdzie doszło do objawień – red.), bo Maryja tu była. Orędzie, które zostawiła, jest bardzo ważne dla całej ludzkości – mówił niegdyś. Trener dzień zaczyna od czytania Biblii, uczestniczy w rekolekcjach i ma doświadczenie jako… animator kursów przedmałżeńskich.

Co warto dodać, to że Santos nie zawsze był tak mocno wierzący. Jego nawrócenie nastąpiło ok. roku 1994, kiedy zakończył się okres jego pracy szkoleniowej w Estoril Praia. Początkowo był w swojej wierze bardzo nieśmiały, aż w końcu dał się jej ponieść w stu procentach.

Skazany za niepłacenie podatków

Gdy selekcjonerem był Czesław Michniewicz, wiele mówiło się o jego rozmowach telefonicznych z szefem piłkarskiej mafii „Fryzjerem”. Również Fernando Santos ma swoje za uszami, bo w październiku 2022 roku portugalski sąd stwierdził, że szkoleniowiec unikał płacenia podatków. W związku z tym nakazał mu zwrócenie 4,5 mln euro, lecz ten twierdzi, że jest niewinny i odwołał się od wyroku, więc sprawa wciąż pozostaje w toku.

Temat dotyczy lat 2016-17 i 80 procent podatków, których rzekomo nie zapłacił Portugalczyk. Wykorzystać miał do tego swoją firmę-widmo Fernacosa, która powstała w roku, kiedy Santos objął swoją rodzimą reprezentację. Wpłaty na jej konto były konsultowane z prawnikami, którzy zapewniali selekcjonera, że wszystko dzieje się legalnie. – To bolało i będzie boleć, bo usłyszałem na swój temat wiele kłamstw. Nigdy wcześniej nie byłem oskarżony o oszustwa podatkowe i jestem absolutnie pewien, że mam w tej sprawie rację – tłumaczył.

Absolwent inżynierii elektronicznej i telekomunikacyjnej

W wieku 23 lat Santos ukończył studia na Instytucie Politechnicznym w Lizbonie, zyskując wykształcenie wyższe jako inżynier. Już jako nastolatek znał zawód elektryka, a na kształcenie w kierunku technicznym mocno naciskał jego ojciec, Francisco. Santos senior nie był zachwycony faktem, że jego syn swoją przyszłość chce związać z futbolem, który nie dawał gwarancji zarobku. 

Sam zabierał Fernando na mecze ukochanej Benfiki, gdzie ten mógł oglądać w akcji legendarnego Eusebio. Gdy jako nastolatek syn poinformował tatę, że będzie trenował w juniorach tego klubu, ojciec nie był zadowolony. Fernando obiecał mu, że ukończy szkołę i tak też zrobił, choć łącząc naukę z treningami nie był w stanie na dłużej zabawić w Benfice. Francisco prowadził biznes samochodowy i początkowo liczył, że jego syn będzie mu w nim pomagał.

Największe sukcesy w Porto

Piłkarzem Fernando Santos był dość przeciętnym. Prawie całą karierę spędził w lizbońskim Estoril, z którym grał w najwyższej lidze, ale raczej trzymając się drugiej połowy tabeli. Na boisku był obrońcą, a karierę skończył szybko, bo w wieku 33 lat, w 1987 roku. Z racji swojego ponadprzeciętnego, jak na świat futbolu, intelektu natychmiast poszedł w trenerkę i po 10 lat objął słynne Porto.

To był jego najlepszy okres w karierze szkoleniowca klubowego. Ze „Smokami” zdobył 5 ze swoich 6 klubowych trofeów, zostając m.in. mistrzem Portugalii. Potem jednak tak dobrze mu nie szło. W 2002 roku z AEK Ateny zdobył jeszcze Puchar Grecji (bilansem goli przegrywając też mistrzostwo) i na tym wszelakie sukcesy się skończyły. Trenerem był w ligach portugalskiej i greckiej. W ojczyźnie został pierwszym Portugalczykiem (a trzecią osobą w historii), który prowadziła całą wielką trójcę – Porto, Sporting oraz Benfica. W lizbońskich klubach nie szło mu jednak zbyt dobrze i oba opuścił po jednym sezonie pracy.

Zamieszka w Warszawie

W przeciwieństwie do swojego rodaka, Paulo Sousy, już na wstępie Fernando Santos zadeklarował, że jako selekcjoner „biało-czerwonych” będzie mieszkał w Warszawie. Przeprowadzi się tam razem ze swoją żoną i będzie zaangażowany w ogół polskiego futbolu, a nie tylko „od święta”. Chce być kimś w rodzaju koordynatora ds. młodzieżowych, ma zamiar obserwować juniorskie reprezentacje, rozmawiać z innymi selekcjonerami, współdecydować o szkoleniu, jeździć na mecze Ekstraklasy.

W swoim sztabie będzie miał trzech zaufanych ludzi z Portugalii, ale najpewniej też dołączą do niego Polacy. Taki był warunek PZPN-u i taką myśl popiera również sam Santos. Taki model zna doskonale z czasów pracy w Grecji, kiedy miał w sztabie „lokalnego” asystenta. W Polsce będą nimi najprawdopodobniej świetnie znany Łukasz Piszczek oraz były trener m.in. Lechii Gdańsk Tomasz Kaczmarek.

Rodzinny selekcjoner

Jak na katolika i południowca przystało, dla nowego trenera reprezentacji Polski wielkie znaczenie w życiu ma rodzina. Od ponad 40 lat jest żonaty z Guilherminą, która jest prawdopodobnie byłą nauczycielką. Jak wiadomo, stanowią doskonale zgraną parę i ani razu w mediach nie pojawiła się wzmianka o problemach w ich relacji. Żona jest dla Fernando wsparciem w dobrych i złych momentach, zawsze rozmawia z nim po meczach.

Santosowie mają dwójkę dzieci – Luis jest ekonomistą, a Catia prawniczką (zapewne sędziną). Luis kierował funduszem Alpac Capital, który niedawno kupił 88% udziałów w europejskiej stacji EuroNews. Miał żonę Sonię, ale z racji licznych konfliktów para postanowiła wziąć rozwód. Obecnie spotyka się z Isabelą Figueirą, znaną aktorką, którą często zabiera na mecze swojego taty. Fernando Santos jest także dziadkiem i chętnie spędza czas z rodziną. Na 3 miesiące przed mundialem w 2018 roku postanowił odstresować się z najbliższymi w Disneylandzie.

Nałogowy palacz

Nie jest tajemnicą, że Fernando Santos jest uzależniony od papierosów. W sieci pełno jest jego zdjęć z fajką, a on sam nie ma zamiaru się z tym kryć. Im większy dręczy go stres, tym więcej tytoniu zużywa. Wcale nie tak dawno, bo rok temu, przy okazji barażu o awans na mistrzostwa świata w Katarze, jeszcze jako selekcjoner Portugalii trener zapomniał się i… zapalił jeszcze w trakcie meczu z Turcją! Jako że jego zespół wygrał, nikt nie robił z tego większego problemu.

Szkoleniowiec defensywny i pragmatyczny

Robert Lewandowski z Piotrem Zielińskim po odpadnięciu z mundialu otwarcie zapowiadali, że chcieliby, aby reprezentacja Polski grała bardziej ofensywnie. Czy uda się to wykonać z nowym selekcjonerem? Trudno stwierdzić… Fernando Santos ma przypiętą wyraźną łatkę trenera defensywnego i takiego, który fundamenty zespołu buduje na linii obronnej. Zarówno jako selekcjoner Grecji, jak i potem Portugalii tracił średnio mniej niż 1 bramkę na spotkanie, co jest świetnym wynikiem, zważając na długi okres pracy z tymi drużynami.

Nie oznacza to jednak, że Polska będzie teraz „siedzieć” głęboko w polu karnym, ciągle grać długą piłkę i liczyć na łut szczęścia oraz Wojciecha Szczęsnego, jak to miało miejsce na mundialu. Santos na konferencji podkreślił, że kluczowe jest znalezienie balansu, bo strzelanie goli i ich nietracenie idzie ze sobą w parze. Jego defensywne podejście przejawia się choćby przez przekonanie, że przeciwnik nie stworzy sobie zagrożenia, jeśli nie będzie miał piłki. Dlatego trzeba ją mieć jak najczęściej i jak najszybciej ją odbierać.

Z takiego stylu jest znany już od czasów Porto, kiedy już wtedy liczyły się dla niego pragmatyzm i dobry wynik. W Grecji takie podejście w pełni popierano, co pozwoliło tej przeciętnej reprezentacji awansować i na Euro, i na mistrzostwa świata, gdzie potem wychodziła z grupy. W Portugalii jednak Santos był krytykowany. Problemem było to, że miał… za dobrych zawodników, całą plejadę ofensywnych gwiazd, w efekcie czego oczekiwano od niego dużo bardziej otwartego i bezpośredniego podejścia. To jednak nie jest pomysł na futbol Fernando Santosa.

Przyjaciel Cristiano Ronaldo

Jednym z największych zadań, jakie stało przed Santosem w reprezentacji Portugalii, była współpraca z Cristiano Ronaldo. Jak wiadomo, to piłkarz z momentami wręcz chorobliwą ambicją, który zawsze, ale to absolutnie zawsze chce grać i wygrywać. Selekcjoner wiedział, jak z nim rozmawiać i jak do niego podejść. Znał go już z czasów lizbońskiego Sportingu, choć krótko po jego zatrudnieniu Ronaldo odszedł do Manchesteru United.

W określeniu relacji obu panów wielokrotnie padało słowo “przyjaciel”. Okiełznanie gwiazdora nie było łatwe, ale Santosowi się to udało, choć niektórych irytowało, że CR7 był w kadrze jak “święta krowa”. Inaczej jednak nie dało się tego zrobić. Santos przyzwolił też swojej gwieździe, by w finale Euro 2016 – kiedy zawodnik z powodu kontuzji dotrwał tylko do 25. minuty – dyrygował swoimi kolegami… razem z nim przy linii bocznej. Wyglądało to zabawnie, ale taki już jest Ronaldo. Nie było w tym krzty złośliwości ani podważania kompetencji. Sam Cristiano był potem Santosowi wdzięczny, że doprowadził go do reprezentacyjnego tryumfu, którym przez lata odróżniał się od Lionela Messiego.

Oczywiście końcówka pracy szkoleniowca w kadrze stała pod znakiem zgrzytu między panami. Na MŚ 2022 Fernando Santos posadził Ronaldo na ławce w meczu ze Szwajcarią, a jego zastępca, Goncalo Ramos, skompletował hat-tricka. Wywołało to burzę, ale trener podkreślał, że CR7 nie ma z tym problemu i że wszystko obgadali. Media spekulowały, że przez posadzenie na ławce Ronaldo zagroził… opuszczeniem turnieju, tym bardziej że usiadł też w przegranym meczu z Marokiem, a jego partnerka publicznie skrytykowała trenera. Podobno sprawa nie była tak ognista, ale wiele pytań pozostało bez odpowiedzi.

Był na meczu jako niemowlę

Miłość do futbolu wpoił synowi ojciec Francisco, wielki fan Benfiki. Nie może więc dziwić, że zabrał Fernando na mecz, kiedy ten miał… niecałe 2 miesiące. Tak się bowiem złożyło, że końcem 1954 roku wielki klub z Lizbony otwierał swój nowy stadion, Estadio da Luz, obecnie przebudowany względem pierwowzoru. Państwo Santosowie wybrali się na jego inaugurację, kiedy 1 grudnia do Lizbony przyjechał wielki rywal – Porto. Postanowili wziąć swojego syna ze sobą.

Tak, to prawda, to była inauguracja stadionu, a rodzice zabrali mnie na ten mecz. Wsadzili mnie do takiej dziecięcej kołyski, mam nawet zdjęcie z tego dnia.

-Santos w jednym z wywiadów udzielonych po zatrudnieniu w roli polskiego selekcjonera

Pracownik hotelu

68-letni dziś szkoleniowiec nie zawsze chciał podążać tą drogą. Nie spodziewał się nawet, że będzie piłkarzem, bo wstępnie – mimo podjętych treningów – widział siebie w pracy związanej z nauką. Jak sam przyznał, tylko przez dwa lata żył tylko i wyłącznie z futbolu. Wykorzystując swoje wykształcenie inżyniera podjął pracę w sieci portugalskich hoteli, gdzie zajmował się kwestiami właśnie z wyuczonej dziedziny. Jednocześnie grał też w piłkę w Estoril i spodziewał się, że kiedy zawiesi buty na kołku, to będzie jego definitywny koniec z futbolem.

Estoril zaoferował mu jednak pracę trenera, choć pierwotnie Santos powiedział, że nie jest gotowy do tej roli. Zaproponował zatrudnienie swojego przyjaciela Antonio Fidalego, a sam – na jego prośbę – został jego grającym asystentem. Pierwotnie dzisiejszy selekcjoner nie miał zamiaru tego robić, bo… powiedział, że nie ma czasu z racji na obowiązku zawodowe. Koniec końców zgodził się, a po odejściu Fidalego sam został trenerem, także po odejściu na boiskową emeryturę.

Pracę w hotelu łączył z rolą szkoleniowca także w kolejnym klubie, w Estreli, i dopiero kiedy zgłosiło się po niego wielkie Porto na dobre porzucił hotelarstwo. Aczkolwiek… początkowo miał swoje wątpliwości. – Tak naprawdę nigdy nie skończyłem z hotelem, bo ciągle jestem na bezpłatnym urlopie – śmiał się w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Portugalczyk, który stał się Grekiem

Fernando Santos poznał w przeszłości kilku Polaków. W Porto trenerem bramkarzy był Józef Młynarczyk, który dla “Smoków” był bardzo ważną postacią. W tym samym klubie, ale potem także w AEK Ateny, jego zawodnikiem był Grzegorz Mielcarski, z kolei w PAOK-u Saloniki prowadził Mirosława Sznaucera, który do teraz pozostaje z nim w kontakcie. Jako że Santos nigdy nie pracował w kraju innym niż Portugalia czy Grecja, zapowiedział już, że chce poznać polską kulturę i mentalność.

W Grecji mieszkał przez 11 lat i niektórzy mówili tam, że trener jest bardziej grecki niż wielu Greków. Teraz również można spodziewać się, że doskonale zrozumie miejsce, w którym przyszło mu pracować.

To nie wy musicie dostosować się do mnie, ale to ja muszę przyzwyczaić się do polskiej kultury, poznać ją. Ważne jest też to, aby kibice i przede wszystkim piłkarze jak najlepiej mnie poznali.

-Fernando Santos


„Często powtarzam, że kiedy mieszkam w Portugalii, jestem Portugalczykiem, ale kiedy jestem w Grecji, to jestem Grekiem. Początkowo wydawało mi się, że spędzę tam tylko krótki etap mojej kariery, ale stało się inaczej. Wiem, jak ważne jest to, by poczuć więź z danym krajem. Starałem się wtedy myśleć nie jak Portugalczyk, ale jak Grek. Mam nadzieję, że tu będzie podobnie, choć wiem, że to zajmie trochę czasu – przyznał Santos, który dodał również, że w jak największym stopniu chce się nauczyć polskiego języka.

Najnowsze

Powiązane

Polecamy

Mecze polskich koszykarzy w 2023. Preeliminacje i eliminacje zamiast MŚ

W ostatnim czasie znów nieźle się ma koszykówka. Mecze Polski w ostatnim czasie cieszyły oczy kibiców. Czy tak samo będzie w kolejnym roku? Jakie...

Jeremy Sochan weźmie udział w Weekendzie Gwiazd NBA! Wiadomo w jakiej drużynie zagra

Jeszcze żaden reprezentant Polski w koszykówce nie miał okazji uczestniczył w Weekendzie Gwiazd. 17 lutego to się zmieni, bo Jeremy Sochan z San Antonio...